Wieczory
Czwartek z finałem na dwoje: jak skończył się ostatni turniej
Relacja
Dwanaście osób i dwa stoły
Zapisy zamknęły się o osiemnastej, a ja rozlosowałem miejsca z talii. Pierwszy stół zajęli ludzie z jednego turnusu, którzy znali się od dwóch tygodni. Drugi uzupełnili goście spoza miasta, w tym dwie osoby, które pierwszy raz w życiu siadały do pokera. Karol Pająk przypomniał zasady Texas Hold'em i rozdał pierwsze karty z wyraźnym zadowoleniem.
Gra potoczyła się szybciej, niż się spodziewaliśmy. Po godzinie z drugiego stołu odpadło czworo graczy, a ci, którzy zostali, zaczęli grać ostrożniej. Przerwa na herbatę trwała kwadrans i skończyła się dopiero wtedy, gdy Beata wniosła ostatnie kawałki szarlotki. Potem połączyliśmy stoły i zaczął się finał.
Na koniec wieczoru wszyscy zgodnie uznali, że taki finał trudno będzie powtórzyć.

Finał i tablica
Dwoje przy jednym stole
Do finału dotarło dwoje graczy: pani Wanda, która siadła do pokera po raz pierwszy, i pan Zdzisław, który uczył się go od kuzyna jeszcze w liceum. Przez pół godziny wymieniali spojrzenia i uśmiechy, a reszta sali siedziała w fotelach z kubkami herbaty i nie odezwała się ani słowem.
Tytuł mistrza
Tytuł mistrzyni wieczoru zdobyła pani Wanda, a jej imię trafiło na tablicę przy schodach. Pan Zdzisław podał jej rękę, Karol odłożył talię, a sala biła brawo długo. Nie było nagród ani bonów, tylko wpis na tablicy i herbata na koszt zespołu.
Najbliższy turniej odbędzie się w czwartek o dziewiętnastej. Zapisy przyjmuje Beata do osiemnastej, bez wpisowego, a o osiemnastej trzydzieści Karol prowadzi szkolenie dla początkujących.
Tablica przy schodach ma jeszcze sporo wolnego miejsca. Beata twierdzi, że zostało go na kolejne dwa lata, ale my wiemy, że do tego czasu kupi nową. Zwycięzcy wieczoru lubią patrzeć na swoje imiona i czasem przychodzą tylko po to, żeby je zobaczyć.