O nas

Kto zamieszkał w pałacyku i dlaczego zostaje?

Piszę ja, Cezary, kierownik sali. Opowiem ci, skąd wzięła się ta nazwa, kto tu rządzi kuchnią, kto pilnuje drzwi i kto rozdaje karty, i dlaczego żadne z nas nie chce stąd odchodzić.

Początek

Jak to się zaczęło?

Pałacyk przy ulicy Zdrojowej zbudowano dla lekarza uzdrowiskowego, który lubił, żeby pacjenci mieli dokąd pójść po zabiegach. Dom miał jadalnię na parterze, salon na piętrze i taras od strony parku. Po wojnie zmieniał właścicieli, służył jako pensjonat i jako biuro, a potem stał długo pusty, aż jego ściany zrobiły się szare jak mgła nad zdrojem. Wtedy pojawiła się Klaudia Kowalewska.

Klaudia przyjechała do Iwonicza-Zdroju jako dziewczynka z babcią na turnus i zapamiętała dwie rzeczy: zapach lipowego parku i to, że wieczorami nie było dokąd pójść. Wróciła po latach, kupiła zaniedbany pałacyk i postanowiła zrobić z niego miejsce, o jakim marzyła jako dziecko. Lokal prowadzi spółka WAFFLE ADVERTISING LTD, 85 Great Portland Street, London W1W 7LT, Wielka Brytania. Klaudia mówi, że to tylko formalność, a prawdziwą spółką są ludzie, którzy tu pracują.

Ściany pomalowała na kobalt, bo uparła się, że dom ma być widoczny z drugiego końca ulicy nawet w deszczu. Pierwszą kolację podano w parterowej jadalni, gdy jeszcze pachniało farbą, a krzesła pożyczono od sąsiada. Goście przyszli, bo ktoś powiedział, że w pałacyku jest herbata z sokiem malinowym, jakiej nie robi nikt w całym Iwoniczu.

Salę na piętrze urządzono dopiero po roku, kiedy okazało się, że kuracjusze chcą po kolacji coś robić. Klaudia zamówiła pięć stołów, poprosiła stolarza o drewniane obramowania i wynajęła krupiera z zewnątrz, żeby nauczył zespół. Ja trafiłem tu w trzecim miesiącu, na zastępstwo, i zostałem na dobre.

Oświetlona fasada eleganckiego budynku przy mokrej ulicy nocą

Zespół

Kto rządzi kuchnią, drzwiami i stołami?

Ewa Maciejewska, Szefowa kuchni

Ewa Maciejewska

Szefowa kuchni

Ewa Maciejewska gotuje od dwudziestu lat, w tym dziesięć w uzdrowiskowych stołówkach, gdzie nauczyła się, że porcje muszą być sycące, a smak prosty. U nas zamawia warzywa od trzech gospodarzy z okolicy i nigdy nie przyjmuje dostaw, jeśli nie zajrzała do skrzyni. W kuchni mówi się o niej, że ma nos do wszystkiego, nawet do spóźnionych kelnerów.

Beata Kalinowska, Hostessa

Beata Kalinowska

Hostessa

Beata Kalinowska pierwsza wita gości i ostatnia się z nimi żegna. Prowadzi listę rezerwacji, sprawdza dokumenty i zna na pamięć, kto lubi stolik przy oknie, a kto przy piecu. Mówi, że jej praca polega na tym, żeby nikt nie poczuł się obcy, nawet gdy przyjechał do Iwonicza pierwszy raz i trafił do nas przez przypadek.

Cezary Stasiak, Kierownik sali

Cezary Stasiak

Kierownik sali

Ja, Cezary Stasiak, kieruję salą. Pracuję w gastronomii od piętnastu lat, w tym od sześciu w pałacyku. Dbam o to, żeby kolacja trwała tak długo, jak chcesz, a stoły były otwarte, kiedy masz na nie ochotę. Do moich zadań należy też pilnowanie, żeby nikt w sali nie czuł się pominięty ani ponaglany.

Karol Pająk, Krupier

Karol Pająk

Krupier

Karol Pająk rozdaje karty od dziesięciu lat. Zaczynał w domu kultury, na kółku szachowym, gdzie nauczył się cierpliwości wobec początkujących. U nas prowadzi stół pokerowy i uczy nowych krupierów, a w wolnym czasie układa pasjanse. Uważa, że dobre rozdanie to takie, po którym wszyscy przy stole wiedzą, co się wydarzyło.

O ludziach

Kto za co odpowiada?

Kto jest właścicielem Kobaltowego Pałacyku?

Dom założyła Klaudia Kowalewska i do dziś zagląda tu co kilka dni, zwykle po południu, kiedy kuchnia zaczyna pracować. Na co dzień salą kieruję ja, a kuchnią Ewa Maciejewska. Informacja o operatorze lokalu znajduje się w tekście wyżej.

Czy zespół zna gości z imienia?

Z większością tak, zwłaszcza z tymi, którzy wracają na ten sam turnus. Beata prowadzi zeszyt, w którym zapisuje, kto jaki stolik lubi i czego nie je. Karol pamięta, kto woli blackjacka, a kto Omahę, i sadza ich bliżej siebie.

Czy są wolne miejsca pracy?

Zespół uzupełniamy przed sezonem letnim i zimowym. Napisz do nas albo zadzwoń, a zapiszę twoje dane i umówię krótką rozmowę w dzień wolny od ruchu, zwykle we wtorek przed otwarciem.

Dlaczego pałacyk jest kobaltowy?

Klaudia chciała, żeby dom był widoczny z daleka nawet w deszczu. Wybrała kobalt, bo dobrze wygląda zarówno w słońcu, jak i w mgle. Nikt nie pytał, czy to praktyczne, bo wszystkim od razu się spodobało.

Czy mogę zobaczyć kuchnię?

Możesz, jeśli poprosisz Ewę przed godziną szesnastą, zanim zacznie wydawać zupy. Zaprowadzi cię do kuchni, opowie o dostawcach i pozwoli powąchać zakwas. Po szesnastej kuchnia pracuje i nie ma w niej miejsca dla gości.

Jeszcze kilka słów

Czego tu nie ma, a co zostaje?

Czego tu nie ma

Nie ma automatów, bo ich nie chcemy. Nie ma też kolejek do stołów, tłumu z kamerami ani muzyki, która przekrzykuje rozmowy. Nie ma wreszcie żadnych zakładów: żetony, którymi gramy, nie mają wartości w pieniądzach, a wszystko dzieje się na miejscu, w sali na piętrze. Kto chce się przekonać, że to możliwe, powinien po prostu przyjść.

Co zostaje

Zostaje kolacja, która pachnie kuchnią babci, i herbata z sokiem malinowym. Zostaje stół z zielonym suknem, przy którym ktoś wreszcie ma czas, żeby porozmawiać. Zostaje tabliczka z imionami mistrzów wieczoru wisząca przy schodach i księga, w której goście zostawiają kilka zdań. To właściwie wszystko, ale okazuje się, że wystarcza.

Jak o nas mówią

W Iwoniczu mówi się, że w pałacyku można zjeść tak, jak jadało się za dawnych lat, i zagrać tak, jak grywało się przy kominku. Nie bierzemy tego za komplement ani za zarzut. Po prostu staramy się, żeby każdy wieczór kończył się tym, że ktoś mówi: no, to do jutra.