Wieczory

Poniedziałek dla klubu: jak wygląda zamknięty wieczór w pałacyku

W poniedziałek pałacyk jest zamknięty dla wszystkich oprócz jednej grupy. Tym razem przyszło szesnaście osób z miejscowego klubu miłośników gier planszowych.

Wieczór klubu

Szesnaście osób, jedna kolacja i pięć stołów

Klub zapowiedział się tydzień wcześniej, telefonem do Beaty. Podali liczbę osób, dwie diety i życzenie, żeby nikt nie musiał grać, jeśli nie ma ochoty. Ewa Maciejewska przygotowała kapuśniak i pstrąga z masłem, a na deser sernik, który znika z blach szybciej, niż zdąży ostygnąć. Kolację podaliśmy o osiemnastej, w jadalni nakrytej na jedną długą ławę.

O dziewiętnastej poprowadziłem wszystkich na piętro. Karol Pająk stał już przy swoim stole z talią w dłoni, a przy blackjacku czekała druga krupierka z naszej zmiany. Goście rozeszli się po stołach, jakby robili to od lat, chociaż większość nigdy nie grała w kasynie. Po godzinie z sali dochodził już tylko szelest kart i śmiech przy ruletce.

Mężczyzna w granatowym garniturze z teczką

Co się wydarzyło po drodze

Przerwa na herbatę

Przerwę zrobiliśmy o dwudziestej pierwszej. Beata wniosła herbatę z sokiem malinowym i szarlotkę, a wszyscy zeszli do jadalni jak po lekcji. Rozmowa od razu zeszła z kart na dawne gry planszowe i na to, w którym domu kultury kto wygrał pierwszy raz w szachy. Ja, jak zawsze, słuchałem.

Tablica na zakończenie

Zwycięzcą wieczoru został pan Stanisław, który na początku powiedział, że gra tylko po to, żeby nie siedzieć sam. Jego imię trafiło na tablicę przy schodach, a klub dostał oklaski od całej sali. Żadnych nagród, pamiątek ani bonów nie było; wszyscy uznali, że to dobry układ.

Jeśli chcesz zorganizować podobny wieczór dla swojej grupy, napisz albo zadzwoń. Szczegóły znajdziesz na stronie dla firm i grup.

Klub zapowiedział, że wróci za pół roku, i poprosił o ten sam stół. Obiecałem, że będzie czekał, choć wiem, że do tego czasu zdążymy go przestawić już kilka razy. Takie obietnice składa się w tym domu z przyjemnością.